moje życie
RSS
niedziela, 15 listopada 2009
ZASADA ŚWIATA

Przyśnił mi się napis:

Musi zaistnieć warunek A, żeby mógł zaistnieć warunek B. Tak myślą ludzie. Świat dzieje się, jak chce. To jest zasada świata."

Aż się obudziłam, żeby to zapisać.

Ja poproszę w takim razie również o zasadę wygrywania w Lotto.

*   *   *

Przepis na udany wieczór filmowy:

1-sza polowa Mamma mia / seks / 2-ga połowa Mamma mia / seks / I cz. Wieźmikołaja / 2 cz. Wiedźmikołaja

Mammę mię Panie znają zapewne. Wiedźmikołaj ma w oryginale tytuł "Hogfather" i został nakręcony według Terrego Pratcheta. Zajebioza totalna! Są jeszcze ponoć 3 filmy zrobione na podstawie jego książek. Już się szykuję. I myślę, że to po tym filmie takie rzeczy mi się przyśniły.:-)

I normalnie muszę się zwierzyć! Pierwszy raz w życiu spędziłam taki wieczór - 6 godzin razem w łóżku, z facetem, z którym mi dobrze i laptopem. Idealne połączenie!

*   *   *

Afirmacje, z którmi pracuję codziennie od miesiąca:

1. "Bez trudu kocham siebie i swoje życie." zamiast "Nie mam siły żyć"

2. "Bezpiecznie i łatwo zawsze mam wszystko, czego potrzebuję." zamiast "Zawsze wiatr w  oczy, ciagły brak pieniędzy, nikt mnie nie chce, nigdy nie spłacę swoich długów, ciągle szwankuje mi zdrowie, itp."

3. "Przywracam sobie teraz swoją własną moc." zamiast "Jestem taka zmęczona, nie chce mi się, nie mam siły juz na nic."

4. "Jestem w porządku taka, jaka jestem. Jestem OK." zamiast " tu mozna wstawić dowolne jeczenia na temat swojego wyglądu, zachowań, mozna też wstawić te wszystkie pretensje, które wiecznie mają do nas inni i takie tam..."

Dzielę kartkę na pół i w lewej kolumnie piszę pierwszy raz afirmację - oddech-po prawej stronie pierwsze luźne skojarzenie z tą afirmacją albo reakcję ciała. I tak 20 razy pierwsza afirmacja, potem druga, którą w potrzebie zamieniam na trzecią lub czwartą. Cel jest taki, żeby wychwycić wszystkie myśli, które przeszkadzają uwierzyć w to, że dana afirmacja jest prawdą. Zwracanie uwagi na reakcje ciała i zapisywanie ich jest bardzo pomocne.

A dlaczego tak desperacko zależy mi na wprowadzeniu tych afirmacji do mojej głowy i serca? Dlatego, że one są prawdą. Dlatego, że na wszystko o czym mówią, zasługuję z dwóch prostych powodów: dlatego, że jestem i dlatego, że nie ma powodu, dla którego miałoby mi się to wszystko nie należeć. Choćbym niewiadomo co złego zrobiła. Już się sama wystarczająco za to ukarałam. Sama sobie od jakiegoś czasu stworzyłam piekło na ziemi. Dosyć. Szkoda mi życia na to, żeby było mi źle. I wcale nie oznacza to naiwnej wiary w to, że śmierć, choroby itp. ominą mnie szerokim łukiem. Dla mnie oznacza to, że zmienię się na tyle, żeby części niefajnych sytuacji nie generować własnymi myślami i przekonaniami, a tą część, która mnie nie ominie - znieść bez większych zawirowań i z względnym spokojem.

A że metoda jest z mądrej ksiażki i sprawdzona ludziach, to co mi tam - raz sie żyje! W końcu to godzinka dziennie tylko i skoro może mi pomóc, a pomału (wraz z grupą terapeutyczną, warsztatami tanecznymi, robieniem na szydełku) pomaga, to czemu nie.

Przecież warta jestem tego, żeby żyło mi się z każdym dniem coraz zdrowiej, coraz bardziej kochająco, coraz majętniej, coraz bardziej szczęśliwie, coraz bardziej spokojnie, coraz bardziej kreatywnie, coraz bardziej ciekawie, coraz...

 

12:10, zjawa1964
Link Komentarze (7) »
sobota, 24 października 2009
Urodziny

Mam jutro.

45-te.

Życzenia, gratulacje, okrzyki radości mile widziane a nawet oczekiwane.;-P

I sobie robię tort, taki z masą ze śmietanki kremówki wymiksowanej z galaretką.

I se pierdykne, a właśnie, że tak - 45 świeczek!

Smród bedzie, jak cholera przy dmuchaniu, ale oj tam... Raz się żyje.

*  *   *

Mój scenariusz rozwija się w kierunku przez nikogo nie planowanym .

Właśnie zaczynam się zakochiwać.

W kim?

W SOBIE!

To jest fascynujące i zaskakujące.

Kocham również swoją grupę i naszego terapeutę.;-P

No dobra, ale tak naprawdę to najsampierw kocham siebie. To jest bardzo wzruszające. Nawet teraz mam łzy w oczach, jak o tym piszę. Nareszcie to się dzieje! I naprawdę zawdzięczam to w równym stopniu sobie, co i ludziom na grupie i terapeucie. Patrzę się na to, jak oni mocują się ze sobą, jak się zmieniają i ...ja też tak chcę! A zmiany dzieją się również dzięki pytaniom, jakie zadaje Andrzej (terapeuta) i odpowiedziom na nie, których sobie udzielamy. Fantastycznie jest móc obserwować ten proces i go doświadczać.

Pracuję, ale to już na własną rękę, nad wyszukaniem i zmianą moich najbardziej pierwotnych wdruków.  Moim faworytem jest:"Nie mam siły żyć.", potem zaś: "Nie jestem dość dobra.", a następnie: "Nie mam siły walczyć". Robię ćwiczenia z książki pt. "Terapia otwartego serca". Dużo wrażeń, czasem aż za dużo i nie zawsze przyjemnych, ale jestem zdeterminowana - teraz albo nigdy.

Za parę tygodni mam warsztaty dotyczące mojego stosunku do pieniędzy, bo i to jest do całkowitej zmiany.

Co do mojego faworyta a propos wdruków czyli "Nie mam siły żyć", to doświadczanie tego, co mi to przekonanie robi, jak bruździ w życiu i jest przyczyną moich stanów depresyjnych odkąd sięgam pamięcią, powoli doprowadza mnie mnie do wniosku, że to raczej nie jest moje i Hellinger kłania się w pas. Może powielam jakiś skrypt rodzinny? Ale to tylko jedna z opcji. Pogrzebiemy w tym - zobaczymy.

Amoryczny rozczula mnie swoją chęcią do współpracy nie tylko na niwie łóżkowej. Nie jestem przyzwyczajona do tego, że otwarcie wyrażam swoje potrzeby ( w sensie, że miło by mi było) i ktoś to bierze pod uwagę. Jest fajnie, szczerze i spokojnie (po paru burzach).

A ja? Ja, a przynajmniej część mnie - ma ochotę spierdalać, po co mi seks bez miłości i związku, nie chce mi się itp. Druga część mnie wie, że to mój odruch samosabotażu, że ja po prostu nie umiem funkcjonować w sytuacji współpracy, spokoju, bo nigdy ich nie doświadczyłam. Jako typowe DDA jestem przyzwyczajona do silnych huśtawek emocjonalnych i tylko w takich niepewnych warunkach umiem funkcjonować. Spokój, wyrażanie swoich potrzeb, ich respektowanie i realizowanie, kochanie siebie i dbanie o siebie i bycie zadowoloną z tego - jest mi obce. Nie wiem, co z tym zrobić, przyzwyczajona do tego, że wszystko, co dobre musi się skonczyć. Wyczaiłam, że boję się otworzyć, kochać, być kochaną. Boję się nawet mieć tyle pieniędzy, ile mi potrzeba. Boję się bo ... Nie wiem, jak to jest. To sytuacje zupełnie mi nieznane. Nie wiem, kim bym mogła być, jak będę kochana, bezpieczna finansowo za pomocą własnej pracy. To wielka niewiadoma. To, co znam najlepiej to bycie ofiarą. Ofiarą rodziny, samej siebie, okoliczności, losu. W tej roli wiem, jak się zachować i co myśleć. To bezpieczne i znane.

Ale nie chcę już tak. To, co zrobiłam z podejściem do siebie przez 3 miesiace terapii, daje mi gwarancję stałej zmiany. Daje mi realne szanse na bycie coraz bardziej zadowoloną i spełnioną w życiu. I nie zrezygnuję. To zbyt fascynujące i zaskakujące. Wreszcie mamokazję wprowadzić w życie wszystko to, czego się nauczyłam przez 5 lat świadomej pracy ze sobą. Rozwaliłam ostatni mur. Jestem WOLNA! Teraz jeszcze się tylko chcę nauczyć korzystać z tej wolności i nie bać zmian, nawet jeśli (o zgrozo!) miałabym mieć wszystko to, co mi potrzebne.:-PPP

P.S.

Właśnie czytając (w ramach korekty i nowego szablonu) po raz kolejny swoją notkę, doznałam olsnienia! Już wiem dlaczego tak emocjonalnie reagowałam na ostatniej grupie na sformułowanie "Mam poczucie straty."  Trochę to zagmatwane, ale sens jest taki, że boję się i nie ufam stanowi, w którym jest spokojnie i dobrze, bo mam silne przekonanie, że to się napewno skończy. A jak się skończy to mnie będzie bolało. Bardzo bolało. A moim nadrzędnym celem jest chronić siebie przed bólem.  Po prostu boję się bólu związanego ze stratą. Podświadomie wolę nie mieć nic, bo to dla mnie łatwiejsze do zniesienia niż mieć i stracić. Hmm...

 

 

 

 

 

 

11:23, zjawa1964
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30